| Nie bagatelizować "non" i "nee" | ||
Politycy Unii Europejskiej nie powinni bagatelizować decyzji Francuzów i Holendrów o odrzuceniu unijnej konstytucji. Kontynuując dotychczasową politykę, tak jakby nic się nie stało, szefowie rządów krajów UE popełniliby fatalny błąd. Zapowiedzi premiera Luksemburga Junckera i byłego prezydenta Francji, Giscarda d'Estaign, by powtórzyć referendum we Francji, aż do uzyskania pożądanego wyniku, świadczą o arogancji władzy. Jeżeli szefowie rządów chcą uratować Unię, muszą zatrzymać się, dokonać korekt, niektóre sprawy na nowo wyważyć i zrobić wszystko, by pozyskać obywateli dla UE. Decyzja Francuzów i Holendrów nie spowoduje rozpadu Unii Unia jest zbyt silna gospodarczo, politycznie zbyt stabilna i - mimo wielkich problemów - zbyt atrakcyjna dla świata zewnętrznego. Przeciwnicy konstytucji nie tworzą jednolitego frontu, jedynie mniejszość zdecydowanie ją odrzuca. Większość opowiada się za Unią, tyle, że bardziej socjalną, mniejszą i powolniejszą. Francuskie "non" i holenderskie "nee" są jednak wyrazem głębokiego europejskiego kryzysu i odzwierciedlają nastroje sięgające daleko poza Francję i Holandię. Dla większości mieszkańców obu krajów wszystko odbywa się za szybko i zbyt radykalnie: rozszerzenie UE, liberalizacja gospodarki, rozbudowa brukselskich instytucji, ograniczenie narodowych socjalnych norm i podstawowych praw. Gdyby spytano Niemców, też zapewne powiedzieliby "stop". Aby pozyskać obywateli Unii, należy pokazać im gdzie znajdują się granice wspólnoty. Decyzja, czy Turcja powinna należeć do UE, powinna zostać podjęta - jeśli w ogóle, dopiero "popopojutrze". 2.06.2005.
|
||
All content Copyright C 2005-2006 Permedia acting for the European Parliament Information Office in Poland. All Rights Reserved.
|
|
Serwis
stanowi własność Biura Informacyjnego Parlamentu Europejskiego w Polsce
|