| Wynik obaw | ||
Francuskie "nie" było przede wszystkim wynikiem lęków: obawy przed przysłowiowym już polskim hydraulikiem, imigracją, zmianą. Dla Francuzów powiedzenie "nie" Europie jest równoznaczne z sytuacją, gdyby Anglicy powiedzieli "nie" wołowinie, a Rosjanie - wódce. Czy być może jakby serce powiedziało nie całemu ciału. Francuskie "nie" oznacza przede wszystkim odrzucenie Europy takiej, jaką się stała po upadku Muru Berlińskiego. Nie - dla zasadniczo zwiększonej Unii Europejskiej, w której Francja przestała zasiadać na miejscu kierowcy. Nie - dla perspektywy przyjęcia Turcji do UE. Nie - dla reform w stylu brytyjskim, thatcheryzmu importowanemu via Bruksela. Czy historycy w przyszłości uznają dzień 29 maja 2005 r. za początek końca UE? Byłoby nierozsądnym wprost odrzucić taką możliwość. Wszystkie poprzednie próby zjednoczenia Europy, począwszy od rzymskiego imperium, nie powiodły się. Dlaczego obecna próba ma być wyjątkiem? W przeciwieństwie jednak do wcześniejszych imperiów, nowoczesne imperium Unii Europejskiej zostało oparte na konsensusie wszystkich ludzi. Nie tylko we Francji, lecz także w innych krajach Europy ludzie w coraz większym stopniu jednak czują, że nie mają wpływu na sprawy Unii Europejskiej. Mówiąc po europejsku - jest to przypadek tak zwanego deficytu demokracji. Wyniki francuskiego referendum pokazują, że ludzie ostatecznie mają wpływ na to europejskie przedsięwzięcie. Jeśli jednak ich przyzwolenie zostanie wycofane, przedsięwzięcie upadnie. Jeśli Francja i Holandia - dwa kraje założycielskie - odrzucą traktat, także wyborcy w Danii i Polsce nie będą czuć się zbyt zobowiązani by poprzeć traktat jesienią. Padać będą dalsze kostki domina. Timothy Garton Ash 30.05.2005
|
||
All content Copyright C 2005-2006 Permedia acting for the European Parliament Information Office in Poland. All Rights Reserved.
|
|
Serwis
stanowi własność Biura Informacyjnego Parlamentu Europejskiego w Polsce
|