 |
Tony
Blair zwycięzcą, ale to Wielka Brytania i Francja ponoszą winę za fiasko
szczytu Unii. Najwięksi przegrani to nowe kraje UE, które stracą setki
milionów euro.
Dokładnie w 190 lat po bitwie pod Waterloo, w położonej zaledwie kilkanaście
kilometrów dalej Brukseli Tony Blair swą obroną niższych wpłat do wspólnej
kasy odniósł polityczny triumf. Teraz jest jasne: bez poparcia Londynu
żadne układy w Unii, zwłaszcza francusko-niemieckie, nie mają szans.
Zastosowany przez Blaira na szczycie UE szantaż - nie odpuszczę rabatu,
póki Francja nie ustąpi w rolnictwie - może się jednak okazać zwycięstwem
pyrrusowym.
Blair był zaskoczony akcją nowych państw UE zainicjowaną przez Belkę,
które upokarzając bogatą Piętnastkę, gotowe były oddać 1,5 mld euro, byle
bogaci się dogadali. Na konferencji prasowej o tym nie wspomniał. W oczach
opinii publicznej Blair wyszedł więc nie tyle na przekonanego modernizatora,
co na narodowego egoistę, któremu obca jest europejska solidarność. Chirac
nie omieszka tego wykorzystać.
Jak już pokazał po Waterloo kongres wiedeński - a to właśnie pod batutą
Wiednia wiosną 2006 r. Unia stoczy kolejną budżetową potyczkę - Francuzi
są mistrzami przekuwania porażek w dyplomatyczne sukcesy.
Pierwszy już się Francji udało osiągnąć - kryzys wokół budżetu i konstytucji
stawia dalsze rozszerzanie Unii, popierane przez Blaira, pod znakiem zapytania.
Przyznał to już premier Turcji. No bo jak przyjąć kolejnych lokatorów,
gdy obecni mieszkańcy kłócą się o czynsz?
20.06.2005.
wstecz
|