Nutka optymizmu

Europejscy politycy odetchnęli - referendum w Luksemburgu okazało się szczęśliwą "trzynastką". Jarosław Pietras, polski minister ds. europejskich zastrzegł jednak w rozmowie z PAP, że wygrane referendum w Luksemburgu nie rozwiązuje problemu. Wyraził natomiast przekonanie, że "przełamaliśmy złą passę" i "takiego zbiegu pesymistycznych wydarzeń jak dwa negatywne referenda z rzędu i fiasko szczytu UE już nie będzie". "Trzeba teraz pozytywnych faktów i ten wynik luksemburskiego referendum jest pierwszym" - ocenił Pietras.

Przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Durao Barroso oświadczył w niedzielę, że "z wielkim zadowoleniem" przyjął zwycięstwo "tak" w referendum w sprawie unijnej konstytucji w Luksemburgu. Jego zdaniem dowodzi to, iż Unia może być integrowana w oparciu o ten - tak kontrowersyjny w wielu krajach - dokument. Wielu komentatorów zwraca jednak uwagę na fakt, że za tym zwycięstwem może się kryć więcej poparcia dla urzędującego premiera niż dla samego Traktatu. Popularny w swoim kraju chadecki premier Jean-Claude Juncker zapowiedział bowiem, że w wypadku porażki referendum, jego rząd poda się do dymisji.

- Trzeba mieć odwagę, żeby powiedzieć "tak" po podwójnym "nie" - powiedział premier Luksemburga, komentując wyniki niedzielnego referendum, w którym mieszkańcy Wielkiego Księstwa poparli unijną konstytucję. Nie przeraziły ich decyzje Francuzów i Holendrów, którzy kilka tygodni temu odrzucili eurokonstytucję. - Jestem szczęśliwy, że jestem dzisiaj premierem Luksemburga - powiedział Juncker. Na pytanie, czy w Europie po luksemburskim "tak" mamy nadal do czynienia z poważnym kryzysem, odpowiedział, że jeśli Luksemburczycy powiedzieliby w niedzielę "nie", to byłby "ultrakryzys" w Europie. Skoro jednak powiedzieli "tak", to wciąż mamy do czynienia z kryzysem, ale zauważalna jest też pewna nutka optymizmu.

Minister spraw zagranicznych Luksemburga Jean Asselborn podkreślił natomiast, że jego krajowi udało się przełamać złą passę porażek w głosowaniach w sprawie eurokonstytucji. Jego zdaniem jest to świadectwo, że Traktat nie jest martwy. Szef dyplomacji zwrócił jednak uwagę na tę część Luksemburczyków, która powiedziała "nie" konstytucji. - Trzeba dobrze zrozumieć tę wiadomość. Liberalizacja - tak, ale nie za wszelką cenę. Prawa socjalne powinny być przestrzegane - podkreślił Asselborn.

Pytany o dalsze losy unijnej konstytucji premier Juncker oświadczył, że nie można lekceważyć tego, że 13 krajów powiedziało już "tak". Według niego, należy teraz poczekać na pozostałe 12 państw Unii i kontynuować debatę. "Czas na refleksję" zapowiedziały m.in. Polska, Wielka Brytania, Irlandia, Czechy, Polska i Szwecja, odsuwając na razie ratyfikację dokumentu. Pod koniec września do urn pójdą natomiast Duńczycy, a kilka dni później - Portuglaczycy. Nawet gdyby okazały się one dla eurokonstytucji zwycięskie, problemem pozostanie francuskie i holenderskie "nie". Nadal niewiadomo, jak z impasu zamierzają wybrnąć rządy w Paryżu i Hadze. Na razie więc pewne pozostaje tylko jedno - konstytucja nie wejdzie w życie od 1 listopada 2006 r., jak to przy jej podpisaniu zakładano.

Maria Graczyk

10.07.05

wstecz

 

All content Copyright C 2005-2006 Permedia acting for the European Parliament Information Office in Poland. All Rights Reserved.
Wydawca: Roman Gutkowski, Permedia; Redaktor Naczelna: Maria Graczyk; Informacje: info@eurokonstytucja.pl

Serwis stanowi własność Biura Informacyjnego Parlamentu Europejskiego w Polsce
Serwis hostowany przez firmę NorKon
Webdesigner Piotr Gessek