| Zapomniana Afryka? | ||
Czy zajęta własnymi problemami Europa całkiem już zapomniała o Afryce? Chyba jednak nie do końca. Przekonałem się o tym uczestnicząc wraz z kilkunastoma kolegami z Czarnego Lądu w seminarium, zorganizowanym w Brukseli przez European Journalism Centre oraz Dyrekcję Generalną Rozwoju Komisji Europejskiej.
Jak przekonywał jeden z wykładowców EJC, Maroun Labaki z największego belgijskiego dziennika "Le Soir" (ponad 110 tys. egz.), czerwcowy szczyt potwierdził, że UE od ponad roku "nie wie, w jakim kierunku zmierza". "Projekt konstytucji europejskiej miał być odpowiedzią na to pytanie, ale tak się nie stało. Ludzie mają wrażenie, że Unia nie broni ich przed globalizacją" - dodał.
"Wspólna polityka handlowa to jedyna dziedzina, w której UE ma silną, równą USA pozycję. O wiele gorzej jest na polu wspólnej polityki rozwojowej, bo niektóre kraje członkowskie, byłe mocarstwa kolonialne, takie jak Francja czy Wielka Brytania, wolą prowadzić własną, czego efektem jest brak koordynacji" - konstatował Albert Maes, były ambasador UE.
Wtórował mu Vetter Wolfram, przedstawiciel "Task force" ds. Afryki w Radzie Europejskiej: "Francja, Wielka Brytania, Niemcy, Belgia, Szwecja i Holandia prowadzą własną politykę rozwojową wobec Afryki. O wiele lepiej byłoby, gdyby była to skoordynowana, wspólna polityka Unii wobec Afryki" - podkreślał. Jednocząca się Europa ma na Czarnym Lądzie ważnego partnera - Unię Afrykańską. Ta ostatnia otrzymała z Brukseli 250 mln euro na wzmocnienie zdolności do pokojowych interwencji na kontynencie.
Dyrektor Bernard Petit z Dyrekcji Generalnej ds. Rozwoju przypomniał, że ubiegły rok był Rokiem Rozwoju Afryki. UE jest pierwszym dawcą dotacji i głównym partnerem handlowym Afryki. W 2005 r. na program pomocowy EuropAid Komisja Europejska przeznaczyła 7,5 mld euro, z czego prawie połowa (dokładnie 3,5 mld euro) trafiła na Czarny Ląd.
Głównym celem polityki rozwojowej Unii, ogłoszonym przez komisarza ds. rozwoju, byłego szefa belgijskiej dyplomacji, Louisa Michela, jest walka z biedą w krajach Trzeciego Świata. Jak trudne to zadanie, świadczy fakt, że dziś w krajach tych miliard ludzi żyje za mniej, niż dolara dziennie. Tyle samo nie ma dostępu do wody pitnej. Unia promuje też tzw. dobre rządzenie oraz prawa człowieka.
Mimo tych wysiłków, to właśnie z Afryki przybywają do Europy miliony nielegalnych imigrantów, szukających dla siebie szansy na godziwe życie. Jak zapowiedział Amadeu Altafaj, rzecznik komisarza ds. rozwoju i pomocy humanitarnej, w lipcu odbędzie się w tej sprawie spotkanie w stolicy Maroka, Rabacie. Manuel Lopez Blanco, zajmujący się w Komisji stosunkami z krajami Afryki Zachodniej, przypomniał, że w regionie tym dochód narodowy na mieszkańca spadł w porównaniu z 1970 r. Dlatego też presja migracyjna stale rośnie. Po uszczelnieniu kontroli na lotniskach, nielegalni imigranci zmuszeni są wybierać drogę morską. Wielu z nich nie dopływa do brzegów Europy na prymitywnych pirogach.
Pierre Defraigne, dyrektor Francuskiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych (IFRI) podkreślił, że Afryka powinna rozwinąć się przy zastosowaniu afrykańskiego modelu. "Tylko sami Afrykanie mogą go znaleźć. Do tej pory go jednak nie znaleźli" - przyznał. Jego zdaniem, Europa pragnie narzucić Czarnemu Lądowi model integracji regionalnej, który kłóci się z ideą wielkiej, zjednoczonej Afryki. Może to prowadzić do pojawienia się groźby bałkanizacji Afryki i jej uzależnienia od Europy. "Afryka to bogaty kontynent, który do tej pory nie potrafi jednak wykorzystać tego bogactwa dla własnego rozwoju" - powiedział Defraigne. I trudno się z nim nie zgodzić.
Roman Gutkowski 26.06.2006.
|
||
All content Copyright C 2005-2006 Permedia acting for the European Parliament Information Office in Poland. All Rights Reserved.
|
|
Serwis
stanowi własność Biura Informacyjnego Parlamentu Europejskiego w Polsce
|