 |
 |
Gdy włada nami lekceważenie...
Nawet gdybym był zwolennikiem głosowania na "tak" w referendum
na temat konstytucji europejskiej, wieczorem 28 maja zdecydowałbym się
głosować na "nie", z jednej prostej przyczyny: z powodu niewiarygodnego
zarozumialstwa najwyżej postawionych polityków Unii Europejskiej oraz
ich absolutnego lekceważenia, okazywanego z wyprzedzeniem,
wobec opinii wyborców - o ile miałaby się ona różnić od ich zdania. Jestem
przekonany, że wielu Francuzów podziela moją konsternację i wyciągnęło
z tego konsekwencje w ciszy kabin wyborczych.
- W rzeczy samej, 27 maja 2005, Valéry Giscard d'Estaing w niemieckim
parlamencie wypowiedział się następująco: "W przypadku negatywnego
wyniku referendum nie będzie innego wyjścia niż ponowne głosowanie".
W chwilę później dodał, że tekst konstytucji nie ulegnie nawet wtedy modyfikacjom...
(Le Figaro, 28 maja 2005). Wystąpienie Giscarda w istocie było jedynie
kroplą przepełniającą czarę. Albowiem w ostatnim czasie wiele innych oświadczeń
szło w tym samym kierunku.
- Już w czerwcu 2004 Jean-Luc Dehaene, były premier Belgii i wiceprzewodniczący
Konwencji, która zajmowała się redagowaniem konstytucji, powiedział: "Wiemy,
że ponad 9 osób na 10 nie przeczyta konstytucji i będzie głosować w oparciu
o to, co powiedzą politycy i dziennikarze. Co więcej, jeśli wynik referendum
będzie na "nie", głosowanie trzeba będzie zapewne powtórzyć,
gdyż absolutnie konieczne jest, aby odpowiedź brzmiała "tak"
(Irish Times, 2 czerwca 2004).
- Jean-Claude Juncker, premier Luksemburga i urzędujący przewodniczący
Rady Unii Europejskiej również dawał do zrozumienia, że gdyby zwyciężyły
głosy na "nie", należałoby zaproponować Francuzom ponowne głosowanie
(Libération, 27 maja 2005).
- Wreszcie 26 maja premier Czech Jiri Paroubek zagroził prezydentowi swego
kraju Vaclavowi Klausowi zakazem wyjazdu z terytorium Czech, jeśli będzie
on nadal atakował konstytucję europejską (Irish Times, 27 maja 2005, wg
Reuters News). Można by myśleć, że śnimy!...
Wszystkie te oświadczenia są świadectwem skandalicznego i mającego niesłychanie
poważne skutki lekceważenia wobec powszechnego głosowania.
Jedynym ich rezultatem jest definitywne podważenie zaufania do ich autorów
i do celów, jakie sobie stawiają. Oby wyborcy nigdy nie zapomnieli tych
zdumiewających słów, które mają wszakże tę wartość, że obnażają prawdziwe
intencje tych, którzy je wygłaszają. I pomyśleć, że oni od lat mówią nam
ciągle o "demokracji"...
Nie minęły dwie godziny od zamknięcia lokali wyborczych, gdy nie było
już wątpliwości co do zwycięstwa " nie", inny piewca konstrukcji
europejskiej, Jo Leinen, przewodniczący komisji konstytucyjnej w Parlamencie
Europejskim, zwracał się w trzech językach do prasy, domagając się dla
Francji tak zwanej "drugie szansy", jako że Francuzi, jego zdaniem,
wypowiedzieli się nie na temat problemów europejskich, ale na temat wewnętrznych
problemów politycznych Francji. Ale czy Jo Leinen mógłby nam wskazać,
które to elementy wewnętrznej polityki Francji nie są powiązane z decyzjami
na płaszczyźnie europejskiej?
Prawda jest taka, że Europa pogrąża się coraz bardziej - ciałem, a zwłaszcza
duszą - po latach demagogii i dialektyki, które przypominają coraz bardziej
Związek Radziecki. Jedna jedyna prawda. Jedna jedyna ideologia. Jedna
jedyna właściwa droga.
Powinniśmy teraz, z całą mocą, na jaką nas stać, odrzucić konstytucję
europejską w innych krajach, gdzie poddana ona zostanie powszechnemu referendum.
Mało tego. Winniśmy się domagać referendów w krajach, w których o ratyfikacji
zadecydowali politycy, nie pytając wyborców.
Chciałbym tu szczerze pokłonić się panu Jean-Pierre Raffarin, który wprawdzie
jako zwolennik konstytucji europejskiej, był naszym adwersarzem, ale który
miał odwagę powiedzieć głośno i wyraźnie, że Francja będzie głosować tylko
raz i że stanowczo wyklucza możliwość przeprowadzenia drugiego referendum.
Za te słowa świadczące o wielkiej uczciwości intelektualnej - zwłaszcza
w kontekście nacisków, jakim był poddany - chcę przekazać mu wyrazy mego
najgłębszego szacunku. Jest tu przynajmniej ktoś, kto pokazał klasę. Życzylibyśmy
sobie więcej przeciwników tego formatu.
Mamy święte prawo być za lub przeciw konstytucji europejskiej.
Ale nie mamy prawa być nieuczciwymi. Kiedy się gwałci tę zasadę, trzeba
za to w końcu zapłacić. To właśnie się stało. I stało się sprawiedliwie.
Jeśli mowa o lekceważeniu zwykłych ludzi przez instytucje ponadnarodowe
lub beznarodowe, jak państwo wolą - chciałbym jeszcze podzielić się świeżą
informacją, jakże znaczącą, dotyczącą polskich rolników. W pisemnej deklaracji
z 12 maja 2005, polski wiceminister ochrony środowiska, pan Z. Witkowski
przyznał, że istnieje ekspertyza Banku Światowego (powiązana z pożyczką,
której bank ten udzielił rządowi polskiemu...) "sugerująca"
radykalne rozwiązanie "problemu", którym jest rolnictwo polskie.
Rozwiązanie to polega na wykupieniu ziemi od biednych rolników (wykupieniu
przez kogo?... Przez banki ? Przez międzynarodowych spekulantów?...) i
"skierowanie" tychże rolników do miast. Wraz z rodzinami, według
ministra, stanowiłoby to, bagatela, 8 (osiem) milionów osób!!... Oto jak
anonimowe organizacje finansowe chcą zarządzać szczęściem istot ludzkich.
Tu też wydaje nam się, że chyba śnimy!... Fakt, że Polska ma oficjalnie
20% bezrobotnych, a w rzeczywistości około 25 do 30%, nie wydaje się nikomu
przeszkadzać. Co te dodatkowe 8 milionów ludzi wyrwanych ze swego środowiska
będzie robić w miastach, gdzie nie sposób znaleźć pracę - to nie interesuje
międzynarodowych elit. Jest dużo ziemi, którą można by sobie przywłaszczyć.
I to jest najważniejsze... Podsumowując, można powiedzieć w skrócie, że
ponadnarodowe szaleństwo, zwłaszcza w krajach ubogich, nowych krajach
członkowskich, wyraża się poprzez zawrotną i w istocie swej zbrodniczą
falę wywłaszczeń. Już teraz jej społeczne konsekwencje są dramatyczne,
a mogą one prowadzić do prawdziwej rewolty. Europejczycy zastanawiają
się, co się wydarzy, gdy po paru latach okresu przygotowawczego na członkostwo
w Unii, Turcja padnie ofiarą inwestorów budujących masowo hotele dla bogaczy
na wybrzeżach Morza Czarnego i Śródziemnego? A czy zastanawiają się, co
się stanie, gdy 5 milionów tureckich gospodarstw rolnych, liczących średnio
po 5 hektarów powierzchni, będzie musiało spełnić wymogi wspólnej polityki
rolnej? Gdy nastąpi wykup tureckiej ziemi przez obcokrajowców? Gdy miliony
tureckich chłopów zasilą armię bezrobotnych? Czy naprawdę myślą, że nie
dojdzie do społecznego wybuchu? Że nie będzie on nas dotyczył? Że nie
wykorzystają go ekstremiści? Nie, nie życzę Turkom masowego wywłaszczenia,
które się u nich zapowiada. Widzę, jak się to odbywa w Polsce. Nie jest
to moja koncepcja braterskiej współpracy. Można pomagać nie zabierając!
Odrzucenie konstytucji przez Francuzów może stanowić moment zwrotny w
historii Europy. Być może ten narodowy poryw wyzwoli reakcję łańcuchową,
która pozwoli na zablokowanie ponadnarodowego szaleństwa, szaleństwa,
które prowadzi do eksmisji, do wywłaszczenia, do przymusowych migracji,
a wreszcie, do nieszczęścia ludzkiego.
Europa naprawdę zasługuje na więcej i naprawdę stać ją na więcej!
30 maja 2005
wstecz
|